czwartek, 5 marca 2015

Rozdział 1




Pierwszy dzień w mojej nowej szkole nie zaczął się przyjemnie. No cóż nie ma co się dziwić... Był piątek trzynastego... Tak, owszem wierzę w przesądy. Dobra, koniec tych pogaduszek-przejdźmy do tego co się wydarzyło. A więc, przyszłam piętnaście minut spóźniona na zajęcia, bo do szkoły mam pięć kilometrów... Niestety... Po wyprowadzce do babci w czerwcu nie było bliżej szkoły... Od chwili kiedy weszłam do sali wszyscy patrzyli się na mnie jak na osła... Nawet nauczycielka. Ale zdziwił mnie jeden fakt. Kiedy wszyscy patrzyli się na mnie jak na osła był jeden chłopak, który dosłownie ślinił się na mój widok. Muszę przyznać-on też był niczego sobie. Spodobał mi się. Siedział sam, więc postanowiłam, że usiądę obok niego. Rozmawiając z nim po cichu dowiedziałam się, że on też jest tu nowy. Na w-fie potknęłam się i zdarłam całe kolana. Wszyscy się śmieli tylko nie on-Jaś. Nie mogłam chodzić. Jaś zaniósł mnie do pielęgniarki szkolnej. Byłam wniebowzięta. Po szkole zaproponował mi spotkanie, ale musiałam odmówić... Jak na złość zaczęłam wczoraj praktyki w sklepie spożywczym. Od razu po szkole musiałam tam pójść, żeby mieć na jedzenie. Babcia chora na serce chyba nie ma jak pracować, a jej emerytura nam na to nie starczała. Po odmowie zaproponowałam żebyśmy spotkali się w inny dzień, ale powiedział, że musi się zastanowić. Będąc w pracy stłukłam słoik z burakami i rozlałam picie na kasę. Teraz już na pewno nie będziemy miały na jedzenie z babcią. Po pracy nie byłam w zbyt dobrym humorze. Bałam się reakcji babci. A w dodatku szkoda było mi Jasia, któremu odmówiłam spotkanie. Wracając z pracy musiałam przejść przez las. Szłam sobie spokojnie kiedy nagle poczułam czyjąś rękę na swoim ramieniu.
-Już wiem ślicznotko czemu nie mogliśmy się spotkać-odwróciłam się słysząc głos przypominający Jasia.
-Yhh widziałeś mnie w pracy, tak?-zapytałam się zawstydzona.
-Nie masz się czego wstydzić, każdy może mieć problemy finansowe-uśmiechnął się.
-W sumie masz rację...-powiedziałam odwzajemniając uśmiech.
-Ale to jeszcze nie powód żeby mi odmawiać-krzyknął do mnie.
-Co ty robisz?-warknęłam do niego kiedy przycisnął mnie do drzewa.
-Ja? Nic. Odpłacam się tylko za to, że mi odmówiłaś-powiedział złowieszczo.
-Zostaw mnie!-zawołałam z nadzieją, że ktoś mnie usłyszy.
-Dobra, ale przyjdziesz do mnie jutro-oznajmił puszczając mnie.
-Dobrze, już dobrze. Tylko... Nie wiem gdzie mieszkasz-odpowiedziałam z ulgą.
-Masz tu kartkę zadzwonisz do mnie a ja po ciebie podjadę-rozkazał mi.
-Zaraz, zaraz... Skąd wiesz gdzie ja mieszkam?-zapytałam.
-To akurat nie powinno cię interesować...Chyba, że chcesz żeby stało ci się coś złego-odpowiedział.
-Okej. Zadzwonię!-krzyknęłam odchodząc.
-To do zobaczenia-zawołał.


Następny dzień


-No, cześć Jasiu. Miałam zadzwonić-powiedziałam z radością w głosie.

-Cześć, kochana. Yyy znaczy Olu. Przyjadę po ciebie o 20:00. Bądź ładnie ubrana-jego głos był równie radosny jak mój.
-Dobrze, Janku-przytaknęłam.
-Tylko się nie spóźnij-wydał mi polecenie.
-O to się nie musisz martwić-oznajmiłam.
-Mam nadzieję-wybełkotał do słuchawki telefonu.
-To pa. Idę się szykować-pożegnałam się.
-Do później-powiedział rozłączając się.
Ubrałam się w niebieską sukienkę, która podkreślała moją szczupłą talię i czarne, dziesięciocentymetrowe szpilki.

------W aucie------

-Hej-powiedziałam do niego troskliwym głosem.
-Cześć maleńka-uśmiechnął się.
-To gdzie jedziemy?-zapytałam.
-Dowiesz się zaraz jak dojedziemy-odpowiedział.
-No dobrze-uległam nie chcąc się z nim kłócić...










A więc mamy 1 rozdział! Mam nadzieję, że blog jest chociaż trochę wciągający. Kolejny rozdział powinien się pojawić po mniej więcej 2 dniach. Dziękuję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz